Co w sobie lubię najbardziej?

W blogowej ankiecie, której wyniki przedstawię już w najbliższych dniach, napisałyście mi, że wciąż niewiele o mnie wiecie. Choć bloguję już od 8 miesięcy, w większości moich wpisów skupiam się na savoir-vivrze i kobiecości. Nie mówię zbyt wiele o sobie, bo wciąż mam w sobie przekonanie, że by o sobie mówić, trzeba najpierw coś zrobić. Chcę jednak, byście wiedzieli, kto i skąd do Was pisze. To, że widzicie moją twarz, znacie moje imię i nazwisko oraz podglądacie skrawki mojej codzienności na instastory okazuje się niewystarczające, Zacznę więc więcej mówić o sobie, o swoich przekonaniach, wyborach, światopoglądzie. Jestem człowiekiem i tak jak każdy z nas mam w sobie mnóstwo sprzeczności. Mam jednak też kilka cech, które bardzo w sobie lubię. Doceniam je każdego dnia i wiem, że dzięki nim jestem tu gdzie jestem.

Potrafię odnaleźć dobro w każdym człowieku.

To moja ulubiona cecha. Mogę nawet napisać, że to cecha, która daje początek wszystkim następny. Choć tak jak każdej z Was zdarzyło mi się w życiu zostać skrzywdzoną, nie mogę powiedzieć, że krzywdzące mnie osoby były w każdym calu złymi ludźmi. Wiem, że w zależności od sytuacji zachowujemy się różnie, a agresja jest często sposobem na chronienie samego siebie. Nigdy nie skreślam ludzi i wierzę w to, że się zmieniają. Gdy przepełnia mnie złość, myślę o tym, że oprawcę też ktoś kiedyś skrzywdził. Wiem, że on też kogoś kocha i za czymś tęskni i że na pewno są ludzie, za którymi skoczyłby w ogień. Nie odpłacam więc pięknym za nadobne.

Jestem racjonalistką i adwokatem diabła.

Nie jestem ani optymistką ani pesymistką. Choć miewam dni, w których wszystko mi się podoba, to miewam też takie, w których wszystko wydaje mi się bez sensu. Zawsze górę bierze jednak realizm i moja skłonność do analitycznego myślenia. Często jestem adwokatem diabła i bombarduję dobry nastrój ogółu. Najczęściej robię to w sprawach zawodowych, gdy zespół ponosi zbyt duża fantazja. Staram się twardo stąpać po ziemi i przewidywać zagrożenia. Lekcje takiego myślenia wyniosłam od jednej z najlepszych, ale najbardziej nielubianych przeze mnie nauczycielek, która regularnie powtarzała mi, że lepiej cieszyć się z niespodziewanego sukcesu, niż płakać w chwili, gdy liczyło się w więcej.

Zawsze śmieję się z opowiadanych dowcipów.

Jestem doskonałym słuchaczem dowcipów. Śmieję się z absolutnie wszystkich: bawi mnie czarny humor, suchary, a nawet dowcipy z kategorii tych niesmacznych. Śmieję się jednak z różnych powodów: czasem to rzeczywiste rozbawienie, czasem śmiech przez łzy, a czasem śmiech wywołany myślą o tym, jak można być tak głupiutkim, by opowiadać takie suchary.

Ciągle ogląda te same seriale i ciągle słucham tej samej muzyki.

W kwestii seriali jestem monotematyczna. Choć co jakiś czas wynajduję sobie jakiś nowy, to mam trzy, które oglądam w kółko: Gotowe na wszystko, dr House i polskie Ranczo. Choć dialogi znam na pamięć, uznaję je za doskonałe towarzystwo podczas gotowania, prasowania i innych nie wymagających skupienia prac domowych.

Nieco inaczej jest z muzyką: gdy uczepię się jakiejś piosenki, potrafię słuchać jej przez kilka godzin bez przerwy. Wynajduję covery, wersje koncertowe, wersje akustyczne i inne tylko po to, by ciągle słyszeć konkretną melodię. Wiem, że to dziwne tym bardziej, że czasem nie dotyczy ambitnych utworów.

Jestem stała w uczuciach i inaczej rozumiem pojęcie romantyzm.

Gdy kogoś polubię, prawdopodobnie będę lubiła go do końca życia. Z uczuciami sprawa jest dla mnie jasna – nie rozdaję ich na prawo i lewo, ale gdy już zdecyduję się kogoś oswoić, to biorę za niego odpowiedzialność. Mimo to nie jestem romantyczna w powszechnym tego słowa rozumieniu. Rzadko daję się ponieść chwili uczuć, nie cierpię oglądać komedii romantycznych, a sprawy, które u wielu wywołują łzy wzruszenia, mnie wpędzają w zakłopotanie.

Z tego powodu staram się nie polegać na pierwszym wrażeniu. Wiem, że na początku łatwo jest wypaść nie najlepiej, więc robię, co w mojej mocy, by mieć odpowiednią wiedzę, zanim kogoś ocenię,

Bywam pedantyczna.

Nie jestem pedantką, która dostaje szału z powodu smug na płytkach, ale nie zasnę wiedząc, że w zlewie znajduje się choćby jedna nieumyta szklanka. Nie lubię też, gdy ubrania w szafie nie wiszą kolorami lub łóżko rano nie zostanie zaścielone. Kiedyś było ze mną gorzej, ale mająca 24 godziny doba skutecznie wyleczyła mnie z chorobliwego pedantyzmu. Całkowicie jednak nie chcę się go pozbywać – lubię uporządkowane życie.

Porządek panuje też w moim kalendarzu. Nienawidzę tracić panowania nad czasem – to jedna z niewielu rzeczy, która potrafi wyprowadzić mnie z równowagi.

Moim najsilniejszym zmysłem jest zmysł zapachu.

Czuję więcej, niż czują inni. Z tego powodu bardzo, bardzo, bardzo rzadko używam perfum. Czuję, jakiego szamponu do włosów, balsamu do ciała, płynu do płukania używa osoba, z która rozmawiam. W połączeniu z perfumami ta mieszanka nie zawsze wypada korzystnie. Czuję też zapach skóry, gdy ktoś jest blisko mnie – skóra większości ludzi pachnie bardzo przyjemnie (podobno wpływa na to sposób, w jaki się odżywamy).

Przez to, że silniej odczuwam zapachy, są sklepy, w których nie jestem w stanie robić zakupów. Jednym z nich jest Mohito – nie mam pojęcia, co tam rozpylają, ale tracą w ten sposób podobnych do mnie klientów.

>>Przeczytaj też<< Jak wręczać kwiaty i co oznaczają kolory, czyli kwiatowy savoir-vivre

Aleksandra Pakuła - Get the life

Nie mam marzeń – mam cele.

Z jakiegoś powodu słowo marzenie kojarzy mi się z czymś nierealnym. Teoretycznie wiem, że tak nie jest, ale w praktyce moja podświadomość podsuwa mi właśnie takie skojarzenie, By to obejść gdy czegoś chcę, nazywam to celem do zrealizowania, a nie marzeniem. Lubię realizować cele, więc mam wtedy dużo większą motywację do działania – z marzeniami idzie mi dużo gorzej.

Cele zawsze spisuję – gdy coś zapiszę, wiem, że nie mogę się z tego wymigać. Codziennie zapisuję listę rzeczy do zrobienia (zapisuję nawet to, że mam wstawić pranie), zapisuję cele miesięczne i roczne. Dzięki temu mam przekonanie, że panuję nad swoim życiem.

Nie umiem nie kończyć spraw.

Choć ta cecha bywa życiowym utrudnieniem, w ogólnym rozrachunku okazuje się bardzo pożyteczna. Nie umiem nie kończyć – dotyczy to chyba wszystkiego. Nie ma takiej możliwości, bym nie doczytała książki, która okazuje się porażką lub filmu, który od pierwszych minut wywołuje zakłopotanie. Nie umiem też rezygnować z rozpoczętych projektów, a nawet niedokończonej rozmowy – wszystko, co ma w moim życiu początek, musi mieć też koniec. Niedomknięte sprawy, niedokończone rozmowy i porzucone plany lubią wracać w najmniej spodziewanych chwilach,

Jestem świadoma swoich wad i zalet.

Wiem, co jest moją mocną stroną i nie jestem przesadnie skromna. Potrafię głośno powiedzieć, że jestem w czymś dobra i nigdy nie zaprzeczam, gdy ktoś prawi mi komplementy. Jestem jednak też świadoma swoich wad i nie tłumaczę się z nich sama przed sobą. Niektóre akceptuję, a nad niektórymi pracuję – bez oszukiwania samej siebie.

>>Przeczytaj też<< 7 wizerunkowych cech kobiety z klasą

Świat nie jest dla mnie czarno-biały.

Choć dużo łatwiej żyłoby nam się w czarno-białym świecie, już dawno przestałam się łudzić, że taki istnieje. Świat jest szary, ludzie mogą być jednocześnie dobrzy i źli, a wydarzenia są z jednej strony korzystne, a z drugiej nie. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Mam tendencję do usprawiedliwiania ludzi, ale to wynika z faktu, że jestem empatyczna. Często wczuwam się też w rolę drugiej strony i zastanawiam się, co bym zrobiła będąc na jej miejscu, Zazwyczaj okazuje się, że wejście w czyjeś buty zupełnie zmienia perspektywę.

Nie wierzę w to, że istnieje jeden właściwy model życia.

Choć sama wyznaję określone wartości, nie uważam, że każdy musi je podzielać. Szanuję i bardzo lubię ludzi, którzy mają inne, ale stałe i jasno określone poglądy, Nie wierzę, że to, co dla mnie jest dobre, musi być dobre dla całego świata. Ważne jest tylko to, byśmy wzajemnie się nie krzywdzili – niech każdy żyje swoim życiem i nie próbuje go narzucać innym.

Jestem otwarta na argumenty i potrafię zmienić zdanie.

Lubię dyskutować z ludźmi, ale z pominięciem zbędnych emocji. Lubię słuchać, dlaczego ktoś ma inne zdanie, bo czasami okazuje się, że jego tok myślenia był lepszy niż mój. Nigdy nie uznaję zmiany zdania za słabość – uważam, że jest przejawem dojrzałości. Upór ma swoje zalety, ale głupi upór jest po prostu głupi.

Jestem pracowita i ambitna.

Pracuję dużo. Zdarzyło mi się w życiu zaliczyć nawet kilka miesięcy pracy równolegle na dwóch etatach (czyt. 16 godzin pracy dziennie + weekend w szkole). Nigdy nie rezygnuję z czegoś tylko dlatego, że wymagało to będzie ode mnie poświęcenia. Lubię ambitne zadania, a najbardziej lubię uczucie satysfakcji, które towarzyszy mi po jego wykonaniu. Zdarza mi się brać na siebie za dużo i wtedy buntuje się mój organizm – dzięki niemu nie grozi mi pracoholizm.

Zachwycam się kobiecym pięknem.

Uwielbiam kobiety. Uwielbiam na nie patrzeć i dostrzegać to, jak piękne są. Często ukradkiem przyglądam się kobietom w autobusach, na przystankach, w knajpkach – nie mogę wyjść z podziwu, jak doskonale natura je stworzyła. Dziwię się temu, że tak wiele z nas nie przyznaje przed sobą, że są piękne. Często mówię kobietom komplementy – tym znajomym i tym przypadkiem spotkanym. Dziewczyny – jesteście wspaniałe! Dla jasności: jestem heteroseksualna i w moim podziwianiu kobiecego piękna nie ma seksualnego podtekstu.

Często zazdroszczę, bo sukcesy innych dodają mi skrzydeł.

Uwielbiam uczucie zazdrości. Moja zazdrość sprawia, że chce mi się latać. Gdy widzę, jak niesamowite sukcesy osiągają inni, zastanawiam się, jak to zrobili i jaką lekcję mogę od nich wziąć. Im więcej osiągają inni, tym więcej ja mogę się nauczyć. Nigdy nie zazdroszczę w sposób negatywny: nie doszukuję się ukrytego dna i nie myślę, że chciałabym być na czyimś miejscu. Skupiam się na tym, jaką pracę ktoś musiał wykonać i wspaniale jest móc go w jakimś stopniu naśladować.

>>Przeczytaj też<< 50 pomysłów jak zrobić coś dobrego

Nie krzyczę i nie pozwalam krzyczeć na siebie.

Nigdy nie pozwalam na siebie krzyczeć. Kiedyś mój tata powiedział mi, że nie po to przez tyle lat mnie wychowywał, by teraz ktoś mógł mną pomiatać. Wiem, że miał rację. Z tego samego powodu ja nie krzyczę na innych ludzi – kilka razy w życiu zdarzyło mi się wybuchnąć i zawsze bardzo tego żałowałam. Krzyk jest oznaką słabości, a ja nie chcę być słaba.

Mam do Was prośbę: napiszcie mi w komentarzach, jakie cechy lubicie w sobie najbardziej. Jeśli jesteś blogerką, stwórz u siebie podobny post. Jesteśmy wspaniałymi kobietami, choć często tego nie doceniamy. Skupmy się na zaletach, a o wadach porozmawiamy innym razem. Dobre emocje są zaraźliwe!