Get the March, czyli postanowienia na marzec

Luty dobiega już końca. Miesiąc temu, w pierwszym wpisie z serii „Get the month„, poczyniłam tu bardzo poważne deklaracje, z których obiecałam się regularnie rozliczać. Poza chwaleniem i samobiczowaniem nadszedł też czas na dokładne zaplanowanie kolejnego miesiąca. W moim kalendarzu marzec jest już wypełniony po brzegi, więc nadszedł czas na poczynienie nowych postanowień! A tak mimochodem – jak tam Wasze noworoczne postanowienia?

Podsumowanie lutego!

Luty był dla mnie niezwykłym miesiącem i prawie nowym początkiem roku. Działo się tak wiele, że nawet nie zauważyłam, kiedy minęło te 27 dni. Zmiany w rytuale dnia sprawiły, że lutowe postanowienia wywróciły się do góry nogami,

Na plus!

Mój największy lutowy sukces powiązany jest z życiową katastrofą, która w lutym zupełnie mnie przerosła. Zgodnie z postanowieniem miałam rozciągać się w każdy treningowy dzień, tak, by za rok być elastyczną jak baletnica. No cóż, luty okazał się miesiącem koszmarnej kontuzji, która z mojego planu tygodnia wykluczyła dni treningowe i zastąpiła je dniami rehabilitacji. Skąd wiec plus? Rehabilitacja uzupełniana jest porządnym rolowaniem i rozciąganiem, więc istnieje pewne prawdopodobieństwo, że baletnicą jednak zostanę. W tym miejscu chcę też coś ważnego przekazać – nigdy, przenigdy nie udawaj, że nie boli, jak boli. Źle się to kończy.

Sukces odniosła również moja czytelnicza strona – udało mi się przeczytać od dawna leżącego na półce Nicka Vujcica, Radka Kotarskiego i przesłuchać połowę biografii Steva Jobsa (ale o tym w innym wpisie). Obejrzałam też „Marsjanina”, w którym jestem totalnie zakochana i „La la land”, które darzę nieco chłodniejszym uczuciem.

Dużego plusa daję też Get the life, które trzyma się całkiem nieźle. Jestem dumna z wpisów, które powstały w tym miesiącu – włożyłam w nie naprawdę dużo pracy.

Do poprawy.

W lutym obiecałam ogarnąć Photoshopa i niewiele z tego wyszło. W chwili, gdy piszę ten post jest 27 lutego i dopiero wczoraj nauczyłam się jednej, małej (choć dla mnie bardzo skomplikowanej) rzeczy. Niedociągnięcia z realizacją Photoshopowego założenia pociągnęły też za sobą Instagrama, który od dwóch tygodni żyje nieco swoim życiem. Dzisiaj wracam tam jednak ze zdwojoną energią i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się zaprowadzić choć względną regularność.

Get the march, czyli postanowienia na marzec!

Nauczę się…

Poza Photoshopem, który nadal pozostaje aktualny, w marcu postanowiłam postawić na porządne przestudiowanie możliwości programów, które, choć używam na co dzień, wciąż znam zbyt mało. Na pierwszy ogień pójdzie Google Analytics – zdecydowanie nie wykorzystuję jeszcze jego potencjału!

Zadbam o…

Studiuję dziennikarstwo, więc wreszcie nadszedł czas na poważne ćwiczenia aparatu mowy. Doskonale jeszcze nie będzie, bo aparat ortodontyczny sporo utrudnia, jednak dowiedziałam się, że mam nad czym pracować. Ćwiczenia logopedyczne są naprawdę fajne i przypominają nieco naukę mówienia od podstaw. Całe życie źle mówiłam „a” – nauczenie się tego zupełnie od nowa nie jest takie proste.

Przeczytam i obejrzę…

Filmowo ten miesiąc zapowiada się doskonale – na ekrany kin wchodzi „Piękna i Bestia”, której na pewno nie przegapię. Do kina wybieram się także na film o Marii Skłodowskiej-Curie, a w domu zamierzam nadrobić „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. W kwestii książek nadszedł czas na „Spotligh” (w zeszłym tygodniu obejrzałam film) i dalsze słuchanie Steva.

Na blogu…

Marzec będzie miesiącem savoir-vivre’u, organizacji, alergii i szybkiej kuchni. Niebawem rozpocznę też aparatową serię, która pomoże osobom wciąż zastanawiającym się nad leczeniem ortodontycznym. Testuję też na sobie kilka ciekawych „narzędzi”, więc mam nadzieję, że wkrótce będę mogła coś ciekawego polecić wszystkim, którzy mają zaburzone relacje ze swoim brzuchem. Marcowym postanowieniem jest też rozpoczęcie pracy nad mailingiem, który od samego początku siedzi gdzieś mocno z tyłu mojej głowy. Będzie ciekawie, obiecuję!

Uwielbiam poniedziałki i uwielbiam nowe miesiące! Przygotowanie tego wpisu sprawiło mi wiele radości! Dajcie w komentarzach znać, jak Wam upłynął luty i jakie macie postanowienia na marzec!

  • z wielkim zainteresowaniem czytam ten wpis (znaleziony przy czytaniu zupełnie innego tekstu na tej stronie). Czemu tekst wzbudził moją uwagę? Ponieważ sama testuję w tym roku metodę realizacji postanowień noworocznych, która związana jest z dokładanym co miesiąc jednym postanowieniem. Nazwałam tę metodę – kaskadą – i tutaj: http://asertywnamama.pl/test-kaskady-podsumowanie-lutego/ możesz przeczytać o niej więcej. Zaletą jest to że pracuje się nad jedną rzeczą nową – co pozwala uniknąć zbyt wielu zmian w tygodniowym rozkładzie zadań. Jestem ciekawa Twojej opinii 🙂 (jeśli ten komentarz uważasz za nadużycie, oczywiście go skasuj). Pozdrawiam i powodzenia w realizacji postanowień :d